Spotkanie z Rusałką


Jakże bliska godzina świtania...
Gdzieś daleko zapiał właśnie czarny kur.
Świt mi Twoją cienistość przesłania.
Wstaje z mocą Słońcegromu szumny bór.

Wiatr rozwiewa ust miękkich wspomnienie...
Czym dotykał Twej ciemności chociaż raz,
Czy to było jedynie marzenie?
Znów gdzieś uciekł bezpowrotnie nocy czas.

Jeśli byłaś fantazją o życiu,
Pieśnią sowy, tropem wilka, czarną mgłą,
Schowam Ciebie przed światem w ukryciu
I ożywię tuż po zmierzchu leśną łzą.

18 września 2017 r.


obraz: Iwan Szyszkin "Gąszcz" ("Дебри"), 1881





Noc Na Górze Oser W Górach Opawskich


Księżyc na niebie straszy mroźnym okiem.
W dole majaczą światła cichych domostw.
Świerszcze, niezręczność, rozległe widoki,
Półmrok i bóstwa cień pod górą stromą.

Ciemność nas woła w tak bliskie nieznane.
Idziesz tuż za mną. Badam grunt stopami.
Patrzysz na piękno na niebie rozlane.
Dzień odszedł dawno razem z drzew duchami.

I tylko serce przemówić nie umie,
Z jękiem wędrując w lasu bryłę ciemną,
Bezwładnie niknąc i ginąc daremno,

Tak, jak by chciało. W wichru dzikim szumie
Noc mnóstwo pytań stawia dziś wraz ze mną
Duszy, co sama siebie nie rozumie.

6 września 2017 r.

Na Trzebiszczu


Kołysz mnie, wietrze,
Otul mnie, mgło,
Przykryj mnie, liściu dębowy -
Na pewną zgubę,
Na śmiałe sny,
Na wieczne z sobą rozmowy.

Śpiewaj mi, rzeko,
Ponieś mój ból,
Co się zaplątał w obłoki
I pozwól milczeć
Tysiące lat
W Twoim korycie głębokim.

Odurz mnie, lesie,
Uderz jak grom
W krwi mojej ciepłe strumienie.
Niech się upoję
Szelestem słów,
Nieznanych dróg niedolśnieniem!

Niechaj jak kamień
Po wieki trwa
W cztery zaklęta oblicza,
W słonecznych zwidach,
Na szlakach gwiazd -
Głucha mej duszy tęsknica!

28 sierpnia 2017 r.

Pani Pojezierza Saimaa


(Baśń O Jeziorach Finlandii)

I. Pani Pojezierza Saimaa

W ziemicy Fenów, tam, gdzie wdzięk
Się jezior rozpościera,
Króluje ona pośród mgieł
Kryjących gęsty las.
Północnych niebios błękit tam
Jej głośny krzyk rozdziera
I tańczy sama w krzyku tym,
Choć wielki jest jej blask.

I tańczy sama, choć jej wdzięk
Jeziornym równy wodom,
A szept jej oczu pośród fal
Rozbija się o brzeg
I mrok spowija ciepłem swym
Tę czarną pannę młodą.
W ciemności smutku włosy jej
Zmieniają losów bieg.

l czasem się zaplącze ktoś
W te jasnomroczne strony
I w pojezierza gładkim szkle
Odnajdzie miłość swą,
By w leśnej pieśni tracić się
Szczęśliwy i szalony...
Tak pięknie Pani Jezior go
Czaruje swoją grą...


II. Las, Dal I Mrok


W zachodzie słońca gnam przez las
W pogoni za marzeniem,
Co głosem wciąż umyka w dal
Muskając korę drzew.
Gałęzie w twarz mą biją, gdy
Wokoło tańczą cienie.
Nic więcej się nie liczy już
Jak tylko w dalach śpiew.

Wciąż błądzę, szukam, trudzę się,
A nuta mnie uwodzi
Przepiękną smutku tęskną grą
Na jezior gładkim szkle.
W wieczornej ciszy dziwny ból
Ku gwiazdom się rozchodzi.
Zatapiam się w nieziemski mrok,
Upadam w czarną mgłę.

W ciemnościach nocy drogą swą
Dotykiem kroczę, słuchem,
A słowa pieśni w głowie się
Składają w dziki wiersz.
Lecz wciąż daleko jest ten śpiew
I wizje takie głuche...
Daleko smutek oczu jest,
Daleko biała pierś...


III. Vuoksi


Nad rzeki Vuoksi mroczny brzeg
Dotarłem w środku nocy
I w czarny nurt wpatrując się
Rozmyślam o jej snach.
O, Pani, co dziś dzisiaj śnisz
Wielkością swojej mocy
I jaki w Twoich oczu głąb
Zagląda dzisiaj strach?

A rzeka płynie w siną dal,
Aż ku wierzejom Rusi.
Jej wody niosą myśli me
W słowiański wielki kraj.
Wciąż szepce Vuoksi, mówi coś,
Czymś nieustannie kusi...
"Daj mi, młodzieńcze, życie swe
I wolność swoją daj..."

Wyrwałem się z jej dzikich szpon.
Odszedłem w mgły dalekie,
W krainy piękne, gdzie nad borem
Blady wstawał brzask.
"Doprawdy, rzeko, więcej mnie
Nie ujrzysz już człowiekiem!
Pokłonisz się przed mocą mą
I uznasz boski blask!"


IV. Baszta


Potężny zamek spośród mgieł
Obłoków się wyłonił,
A przedświt jego mury tlił
Czerwienią fińskich zórz.
Promienie słońca dłońmi już
Dotknęły wodnych toni.
Tak piękny wschód w mym kraju raz
Widziałem w morzu zbóż.

Gdy z okna baszty bezkres drzew
Zielony podziwiałem,
Tęsknoty echo doszło mnie
Z rodzinnych moich stron
I w Savonlinna murach w sen
Powoli zapadałem,
O Śląsku sen pochłaniał mnie.
Mój śląski śniłem dom...

I złoto zbóż, i wonność łąk
Przypomniał mi sen święty,
Błękitność rzek i szumny bór
l słodki zapach bzu,
Gromowych dębów świętą moc
I polnych dróg zakręty...
Zbudziłem się. Saimiański mur,
A w nim wspomnienie snu.


V. Wśród Leśnych Mgieł


Odszedłem, nie zastawszy w zamku
Pani jezior Saimaa.
Wśród wód musiałem szukać więc
Jej łez i smutków jej.
Znów mgła spowiła cichy las
Tajemna, niezwyczajna,
Z mgły wyszedł do mnie dziwny twór -
Pradawny demon kniej.

Przemawiał do mnie w mowie swej
Płynącej niczym rzeka,
Lecz ja słyszałem jeno mgłę
I zieleń jego krwi.
Wysnuwał mi drewnianą baśń
I smutkiem mnie urzekał,
A mówiąc, w oczy patrzył mi
l często marszczył brwi.

"Ja znam te oczy, znam ten ból,
Tęsknotę znam tych oczu..."
Zatrzymać chciałem dłużej go,
Lecz zniknął leśny duch.
Podskoczył i skoczywszy w wir
Zaginął w podobłoczu.
Opuścił mnie ten dziwny gość.
Zaginął po nim słuch.


VI. Iso Saimaa


Pozostał za mną szumny bór,
Została mgieł muzyka,
Na brzegu długa była łódź -
Więc opuściłem ląd.
Płynąłem sam, a wiatr mnie gnał,
Zaś za mną świat zanikał.
Poczułem się tak bardzo sam.
Nie byłem przecież stąd.

Tak pusto i tak obco tu...
Dokoła mnie demony,
A każdy z nich lodowy wzrok
I twarz kamienną miał.
W tej próżni człowiek stawał się
Przez Bogów opuszczony.
Bezkresy zimna, wieczny mróz,
Stygnących uczuć szał.

A każdy demon mrokiem był
I każdy był nicością.
Obsiadły wokół moją łódź,
Bym splątał myśli bieg.
Znienacka w łódź uderzył grom,
Przegonił Perun mroki.
W oddalach już rysował się
Lesistej wyspy brzeg.


VII. Droga Ku Światłu


Już nie jest czarna Pani Wód,
Gdyż w biel się przyoblekła.
Jak śnieg na słońcu błyszczy już
Powiewna szata jej.
Te oczy znów...To ona
Jako demon mnie urzekła!
Nie smutek już, a radość
Wszechistnienia bije z niej.

Na środku Iso Saimaa jej
Majestat się objawił.
Wzburzyła swą postacią
Niewymowną jezior toń,
A oczy Pani błękit nieba
Światłem pojaskrawił.
We władczym geście Pani Wód
Uniosła prawą dłoń.

W niej całe światło, cały blask
Wzgardzonych niegdyś Bogów.
W niej to, co budzi zawsze mnie
Porankiem złotych zórz
Ku światłu Saimaa idę więc.
Na moc Velesa rogów!
Ku ciepłu z dłoni Pani mej,
Ku mgłom tysiąca mórz.


VIII. Pokłon


Uderzam czołem w wodną toń
I wyspy brzeg już witam,
Opuszczam w końcu moją łódź
I wiosło rzucam precz.
Na brzegu stoi Pani Drzew
W słoneczny blask spowita.
Jej włosów len rozwiewa wiatr,
A w dłoniach dzierży miecz.

Nie mówi nic, lecz ja już wiem,
Co rzec mi będzie chciała.
Oddaję pokłon jej - wnet mi
Wtóruje cały las.
W tej chwili na Północy tle
Wichura się zerwała
I rozdarł niebo straszny grom.
I nadszedł burzy czas.

I Perun swą pogańską twarz
Na niebie nam ukazał,
Pobłogosławił fiński lud
I zesłał z góry młot.
Darować Pani srebrny kyj
Natychmiast mi nakazał.
Przemówił Ślężan dumny kniaź,
A głos mój grzmiał jak grzmot.


IX. Młot Piorunowego Boga


"Na szyi młot zawieszam Ci
Piorunowego Boga.
To Mjölnir, Oś Wszechświata, topór,
Furia wszelkich burz,
To gniew Przyrody, dziki szał,
Moc dobra i złowroga,
To jest zaklęty dębu duch
I patron ludzkich dusz.

Na moich ziemiach kyjem zwą go
Ci, którzy go sławią
I często ludzie świece mu
Stawiają w oknach swych.
Prastarą Ślężą wstrząsa on
I starą Wratislavią.
Postrachem jest on podłych dusz
I wszelkich mocy złych,

Więc przyjmij, Pani, ten mój dar
Ku chwale Twej krainy,
Niech strzeże on saimiańskich wód
Srebrzystą siłą swą.
Niech przypomina, Pani, Ci
Słowiańskich ziem równiny."
I przemówiła bielą zim,
A głos jej brzmiał jak grom.


X. Pelkäämätön


"Niezwyciężony jest ten miecz,
Co ziemic moich strzeże.
Z polarnej zorzy ostrze jego
Wykuł kiedyś Bóg.
To jego moc ochrania mnie
I całe pojezierze
I biada temu, kto w mój kraj
Przybywa jako wróg!

Pelkäämätön zwie się on,
Wielka w nim tkwi potęga,
A ostrze miecza blaskiem lśni
Tysiąca jasnych słońc.
Po krańce świata jego mir
I sława jego sięga.
Jak dotąd służył tylko mi
I moja na nim dłoń,

Lecz niechaj odtąd służy też
Zamiarom Twoim, Panie,
Władyko dolnośląskich ziem
Zza morza wielkich wód.
Niech teraz pozna cały świat
Twym ziemiom me oddanie.
Od dziś niech chroni Cię ten miecz
I Welesowy Gród."


XI. Przymierze


To rzekłszy, Pani bielą swą
Dotknęła moich ramion,
A z niebios słyszeć dał się głos,
Melodia boskich stron,
Bo oto i przymierza czas
Roztoczył się nad Panią,
A święta chwila zgody tej
Wydała święty plon.

Zielone nieba stały się
W polarnych światłach zorzy.
Tak piękny stał się cały świat
Jak dotyk Pani mej.
Pelkäämätön oraz młot
U stóp jej duch mój złożył,
A wtedy wicher zerwał się
I furia setek kniej.

Przez knieje owe pomruk burzy
Wielkiej się przetoczył
I Perun jeszcze raz w podzięce
Swą okazał moc.
Żegnałem Panią Saimaa, w jej
Jeziorne patrząc oczy.
Już do powrotu zwał mnie kraj.
Zniknąłem w czarną noc.


XII. Powrót


Mazurskich jezior cisza mnie
Z radością przywitała,
Przypominając mi o Saimaa
Cichych głębin szkle.
Wkroczyłem w zieleń śląskich łąk.
Przyroda jeszcze spała.
Złocisty świt prześwietlał bór
I raczył oczy me.

Zasiadłem znów na tronie swym
I ludem swym rządziłem.
Bogowie dary słali mi,
Wkrąg złoty lał się miód.
Wojowie strzegli granic też
I wzrastał lud mój w siłę,
Bo nie ma nic większego w świecie
Jak Zerywan lud.

Pelkäämätön z fińskich ziem
Posyłał nam swe moce...
Jak z baśni był ten cały świat,
Przymierze w krajach hen...
Otwarłem oczy. W domu mym,
Przykryty ciepłym kocem,
Leżałem w cichym łożu mym.
Przebudził mnie mój sen.


XIII. Wspomnienie


Gdy siedzę w oknie mej komnaty
I spoglądam w księżyc,
Rozmyślam o krainach
Zza Bałtyku szarych wód
I jeszcze raz ochotę mam
Przychylność ich zwyciężyć
I znowu posmakować ten
Wędrówki wielki trud.

Myślami jestem wtedy tam,
W ziemicach ludu Fenów.
Niezwyciężony w dłoni mej
Lśni znowu blaskiem gwiazd
I znów wsłuchuję się w pieśń drzew
I słucham jej refrenów.
Dokoła mnie zaś gęsty mrok
I smutek jeszcze raz.

Zapukam kiedyś w Pani drzwi,
Przywitam się nad progiem
I zmierzę dumnie bezkres drzew
Jak biały orzeł nasz,
Gdyż obiecałem Vuoksi, że
Powrócę do niej Bogiem
I jeszcze raz jeziora Saimaa
Ujrzą moją twarz.

28 kwietnia - 24 lipca 2002 r.

Drgania


Gdzie te przestrzenie, kręte drogi,
Bałtyk jesiennym wiatrem szczuty,
Szare ulice, haki latarń,
Bóg w ciemnych twarzach drzew wykuty,

Gdzie aut pośpieszne rozmodlenie,
Świateł majestat w międzychmurzach,
Głosy przechodniów brzmiące domem,
Spokój, co miękkim snem odurza,

Gdzie mokrych traw we mgle konanie,
Gdzie gwiazd przebłyski w dymach miasta?
Ich nieopatrzne migotanie -
To był mój krzyk, co w duszę wrastał,

A dusza w ziemię - czarną, wonną,
Zdeptaną grudniem w słów żałobie.
Gdzie to wspomnienie Ciebie, Polsko,
Gdzie moja nikła śmierć o Tobie?

7 października 2016 r.

Arya


Znów do mnie przyszła z otchłani gwiazd
Ciemną ścieżynką, polem.
I znowu śniłem jej oczu blask -
I włosów lnu swawolę.

Pogański skośny pod sercem krzyż
Wyryła słów piorunem,
Pieszczotą dłoni, miękkością ust
W duszy wznieciła łunę.

Pszenicznym światłem, oddechem brzóz,
Kosmicznych łąk konaniem
Oplotła umysł spowity w mgły -
Radosnym zmartwychwstaniem!

Znam ją od dawna. Nie istniał czas,
Gdy tańczyliśmy dumnie,
Ona - gwiazd szmaragd, ja - czarny las,
W wszechświatów świetlnej trumnie.

17 luty 2017 r.

Per Aspera Ad Astra


bo wszystko jest jak mgła
dzika i tajemnicza
cierpienie uszlachetnia
w naszej drodze do gwiazd
a życie jest jak sen
najpiękniejszy z wyśnionych
zaś trwanie jest jak walka
z epidemią złych miast

gdy ból ogarnia jaźń
trzeba słono zapłacić
za wierszy długie strofy
rytualny nasz seks
i w studni mętnym szkle
wciąż szukamy odbicia
widzimy tylko toń
i zgarbiony nasz wiek

w zielonej szacie łąk
znajdujemy odpowiedź
gdy ciernia długi nóż
penetruje nasz strach
wciągnięci w bytu cykl
przemierzamy wcielenia
wstajemy z piachu wciąż
upadamy na piach

i wciąż śmiejemy się
by zapomnieć o ogniu
palącym myśli sieć
niczym fala bez dna
i tak zdążamy wciąż
ku dalekim mgławicom
nadzieję mając że
ktoś nirwanę nam da

3 czerwca 2001 r.

Wiedun


Gaszę Wszechświat, żar zapalam, sypię popiół.
Mchem porastam, zwodzę lękiem ciemny czas.
Pod gwiazdami, tuż za rogiem, tam, w obłoku,
Konam cicho, ginę miękko - pierwszy raz.

Pierwszy raz oddycham światłem w gęstwach nocy,
Co oplata ból jestestwa ciężką mgłą.
Żar zapalam, gaszę Wszechświat - syn bezmocy -
I wciąż wierzę, choć dziś wierzyć to jest błąd.

Martwo, głucho, bez powietrza, bez kochania -
Po omacku, ślepo, krwawo i na wspak,
Czekam dzisiaj kolejnego zmartwychwstania.
Sypię popiół, studzę ogień - życia znak.

Zgniłym truchłem się odziewam - cień szkaradny,
Co tęsknotę swą przemienia w wichru krzyk.
Gaszę żywot, cień zapalam, księżyc kradnę
I powtórnie się zaklinam: "obym znikł".

17 sierpnia 2017 r.

Zaśpiew


Nie dla Ciebie żem jest, nie dla Ciebie.
Przeszła właśnie burzyczka po niebie.
Przeszły właśnie dżdżu fale po polach.
Nie dla Ciebie żem jest, oj Dodola!

Nie dla Ciebie mych snów tajemnice.
Już nad sioło wstępują księżyce.
Już się ciemność rozpełzła po grudzie.
Nie przy Tobie ja będę się budzić.

Nie za Ciebie ja wyjdę, mój miły.
Już się gwiazdy wśród łąk potopiły.
Wicher juże przeczesał gęstwiny,
Dzień już wstaje pobladły i siny,

A z dniem Twoja umiera nadzieja.
Nie dla Ciebie te oczy goreją.
Nie przy Tobie ja będę się budzić...
Zasię deszcz czarną ziemię ostudził.

28 sierpnia 2017 r.

Do Przyszłych Pokoleń


Nie czytajcie moich wierszy w szkole,
Nie czytajcie moich wierszy w klasach.
Jesień już tańcuje ponad polem.
Słońce gaśnie już w pobliskich lasach.

Wyjdźcie w deszcz, gdzie dzikich dróg rozstaje,
Gdzie bociany krążą ponad wsiami!
Tam się słowom moim żyć udaje,
W oczach nocy płonąc gwiazd iskrami!

Bo poezja moja wiecznie żyje
W polskiej duszy ognistym żywiole,
Niech więc Polską w sercach Waszych bije!
Nie czytajcie moich wierszy w szkole.

9 września 2017 r.

Licho


Nietoperzem dziś będę nad morzem zieleni
Albo krukiem walczącym w deszczu z dzikim szkwałem.
Gromem głusze przeszyję, słońcem mgły oślepię
I zapomnę kim jestem, kim wcześniej bywałem.
Tylko strumień czasami szepnie w mrokach cicho:
"Tyś jest bóg, tyś jest diabeł, leśne tyś jest licho".

I polecę szaleńczo hen, na zatracenie,
Obłąkany, spętany zmierzchu łańcuchami,
Wadząc ostrym kopytem o czubki sosnowe,
Zatańcuję, zaśpiewam w rozpaczy z wiłami,
A noc skroń mi koroną gwiazd ozdobi cichą.
"Tyś jest król, tyś jest sługa, tyś leśne jest licho"

Zniknie świat, znikną świateł międzychmurne sznury
I powietrznych uroczyszcz przepaście bezdenne.
Zstąpię w dół, w piekła czasu, w kotliny niebytu,
Zgaśnie ból! I zapadnę w marzenie półsenne,
Gdzie wśród cieni świerkowych szepnie strumyk cicho:
"Tyś jest mocą, tyś cierniem... Tyś jest leśne licho"

18 września 2017 r.

Zespolenie


Niegdyś tak święte, dziś tak wzgardzone
Drzewo szumiało pod nieboskłonem
I w swoim lipnym poszumowaniu
Sen wyśniewało... Sen o kochaniu.

Szumiała wiersze lipa przydrożna...
W świat się sączyła jej pieśń bezbożna,
Kiedy w jej cieniu zasiadł poeta
I ze zdziwienia oczy swe przetarł -

Tak była piękna Zielona Pani.
I położyła szepty swe na nim
I w wielu mrocznych serca porywach
Coś mu mówiła... On to spisywał.

Oplotła wieszcza baśni urokiem,
Legend zagadką, podań amokiem
I w wierszosłownym tym zespoleniu
Trwali oboje w osamotnieniu.

Trwali skroś burzy marnych upojeń,
Tkali misternie marzenia swoje.
Choć się nie znali, razem istnieli
Światłością w czerni i mrokiem w bieli.

Odszedł poeta w nieznane strony
Dziwnie szczęśliwy, dziwnie spełniony...
Lipa zaś znowu na ziemi stała
I inne widma już wyśniewała.

25 kwietnia 2002 r.

Jesień


kosmiczne koło obraca żarna czasu
powiało chłodem
a może to śmierć
na północy rozkrzyczany klucz żurawi
tnie mlecznoszare niebo
bezkształtnym echem klangoru
jeszcze oddycham

oplatam twarz pajęczyną
widziała zbyt wiele
choć jest tu zaledwie od wczoraj
jakże nieporadny jest
każdy mój krok w niepewność
uczę się na nowo jaśnieć
choć już przecież
od dawna nie wierzę

nazbyt namacalna jest ta pustka
dni odliczanych trwaniem w negacji
za chwilę spłonie
rejestr przeszłych zdarzeń
za moment spojrzę
w toń zrozumienia

19 września 2017 r.

Misterium


kiedy przestanę pisać
gdy nie otworzę już oczu
spalcie wszystkie moje
niedokończone myśli
posypcie czarną sadzą
spróchniałe mosty niedopowiedzeń
pomniki żywota
który pragnął zbyt łapczywie
i krzyczał zbyt głośno

rozepnijcie stanice
nad kurhanem mojej niewiedzy
niech się choć raz dokona
bezczelne misterium słowa
niech duch się wreszcie dowie
że istnieć to nie wszystko
że mieć nadzieję to nic

niechaj obrócę się
w bezdenną rozpacz
jeśli choć raz się sobie
sprzeniewierzę
jeśli świadomie
pochwalę uległość
sól w oku tego świata

19 września 2017 r.

Przelot


Śnisz mi się zwiewnie. Lecimy gdzieś w dali
Nad łąk jesiennych niespiesznym bezmiarem,
Gdzie wierzb płaczących wiotkie stoją mary,
Gdzie goniąc słońce zapadamy w mrok.

Dotykam Ciebie, lecz obraz Twój pryska.
W nicość, w krainy ducha, w uroczyska!
W kamień i pustkę, w stare mchy i wicher...
Czujesz ten zapach zabranych nam lat?

Nikniesz, a przecież coś się mogło zdarzyć!
Gwiazd nam potrzeba, Chorsa srebrnej twarzy!
Strzepujesz rosę z sukni tkanej nocą,
Ja zaś niepewny stawiam w ziemię krok.

I jakaś trwoga za gardło mnie ściska.
Umieram więc, a ze mną uroczyska
I tylko obraz Ciebie ponad łąką
Zabiorę z sobą w głośny jawy świat.

2014 r.

Daremność




Mogę być Tobie tylko przyjacielem.
Iść mogę wszędzie, gdzie mnie zaprowadzisz,
Ale się niczym z Tobą nie podzielę
I nic zupełnie na to nie poradzisz.

Mogę Cię słuchać całe długie wieki,
Zatapiać z Tobą w nastroju jesieni,
Lecz zawsze będę odległy, daleki.
Nic już doprawdy tego nie odmieni.

Świat Ci miłości przecież nie poskąpi
W całym swym pięknie, w swoim boskim dziele,
Lecz z mojej strony tego nie dostąpisz.
Ja być Ci mogę tylko przyjacielem.

A gdy zażądasz przypadkiem ode mnie,
Bym poszedł z Tobą w długą życia drogę,
Wnet Ci odpowiem, że prosisz daremnie.
Ja przyjacielem tylko być Ci mogę.

10 grudnia 2002 r.

Alpha Orionis



nikłe światło lampy naftowej
gdzieś w górze
pająk schowany w gęstwinie ciemności
przędzie nić z milczących wspomnień

garść schizofrenii z domieszką lęku
pazur nietoperza
i gwiezdny pył

nic nie zostało powiedziane do końca
życie i śmierć
a pomiędzy nimi
obojętnie chłodne lustro

przelatujący meteor
i pohukiwanie sowy
eony pustych zdarzeń zatrute jadem czasu
zagadka nieśmiertelności
pogrzebana pod drzewem
za świętego gaju upadłych epok

trzy uncje siarki i iskra rozkoszy
alpha orionis
ciemna noc

życie co szuka
zasadności bytu

12 stycznia 2000 r.

Jezioro o Poranku



Nad zamglonym jeziora błyszczącego brzegiem
Przysiadł ze mną mój smutek. Razem w ciszy trwamy.
Czas rozcina poranek swoim zwykłym biegiem.
W bladych słońca promieniach budzą się omamy.

Gdy siedzimy tak razem, zlani świtem słońca,
Nasze twarze zaś muska powiew wiatru świeży,
Dziewczę piękne w oddali zieleń trzcin potrąca
I powiewną postacią ku nam obu bieży.

Każdy z nas w inny sposób rusałkę postrzega
I inaczej niż drugi jej śpiewanie słyszy:
Mnie głos przyszłej miłości z dali tej dobiega,
Smutek marę w niej widzi, wytwór jeno ciszy.

U mnie zmysłów huragan piękność owa koi,
Kiedy wiatrem niesiona mknie z wodnych rubieży.
Smutek się o prawdziwość zjawy niepokoi
I, choć może by pragnął, wcale w nią nie wierzy.

Nagle staje przed nami, nikłą mgłą okryta,
I swym głosem rozbija cichą tajemniczość.
Rękę ku mnie wyciąga. "- Pójdziesz ze mną? - pyta,
Więc jej dłoń swą podaję. Smutek pierzcha w nicość.

20 maja 2002 r.

Rusałka



Ubogi ten, kto w czary dziś nie wierzy
I w Twe istnienie w ciemnych bagien stronie,
Boginko, która w głębi mieszkasz lasów,
Księżycowego światła pijąc zjawy,
Jak gdyby były szczytem wszech rozkoszy -
Zarówno w niebach, jak na ziemi łonie.
Pozwól zanurzyć się w szamańskim szale,
Rozświetl niewiedzę, okiem spójrz łaskawym

I śpiewaj, piękna! Śpiewaj, o Bogini!
Niechaj sonaty żalu bezdennego
Lecą przez nocnej ciszy krajobrazy,
Zmysły uwodząc pokusą powabną,
Świecąc tak jasno, jak nad Śląskiem księżyc,
Wiodą ku złotym wrotom snu wiecznego,
Bym mógł podziwiać w wielkim uwielbieniu,
W strumieniach srebra, postać Twoją zgrabną.

Za głosu duszy dążąc zawezwaniem,
Idę ku źródłu głębokiej tęskności
Szukać świetności starożytnych czasów,
Skrytej przede mną w świątyniach ofiary,
Pośród kultury zapomnianej ruin...
Widzę, jak stoisz posągiem świętości,
Śpiewasz mi smutne pieśni zatracenia.
Zamykam oczy. W nowe mknę wymiary.

27 stycznia 2001 r. - 12 stycznia 2015 r.

Przemienienie



Miriady kamiennych pomników i mrok.
Uciekam od siebie na drodze do gwiazd.
W czeluści niemocy zatapiam swą jaźń.
W oddali ucieka niknący mój czas.

Kamienne pomniki ścierają się w proch.
Znów sen o zaroślach - natrętny mój sen!
Sic itur ad astra! Przemieniam się w pęd.
W północnym powietrzu gotuje się tlen.

Zamieniam się w światło, w potęgę i byt -
Wszechwładne, żywiczne, boskie uniesienie!
Wiruję w świętości nowego imienia!

Bo cóż ponad bóstwo piorunów i las?
Przenikam wszechświaty pradawnym imieniem.
Znalazłem moc życia w słowiańskich korzeniach!

13 sierpnia 2002 r. - 12 stycznia 2015 r.

Docenić Siebie



Jeszcze się zorza na niebie pali
I drzewa słońcu biją pokłony,
A już się w cieniu nikomu żalisz,
Żeś tak samotny i opuszczony.

Ten nikt cię słucha i ci zazdrości,
Że - choć samotny - znasz, co istnienie,
Że byłeś w stanie zaznać miłości,
On zaś od zawsze był tylko cieniem.

11 sierpnia 2002 r.

Do Życia



Com Ci uczynił, żeś mnie tak zmieniło,
Wszechmocne życie, niepojęta Siło?

Dawniej bywałem rozsianym atomem,
Martwym i zimnym nawet nie zamysłem.
Tyś mnie natchnęło myślą oraz ruchem
I odtąd światy wyznaję wieczyste.

Czuję cię mocno, jak nie znałem siebie.
Teraz dotykam, widzę i rozumiem,
Piszę i marzę, wstaję i upadam.
Łowię Cię, Mocy, w świętym lasów szumie.

Dziwneś jest. Kiedyś znów się w atom zmienię.
Znów będę cichą, ciemną krwią wszechświata
I może w inne kiedyś wniknę ciało...
Święteś jest, kiedy tak nad niebyt wzlatasz!

Żyję, więc tworzę. Tworzę, a więc żyję!
Spełniam Twój sen o istnieniu, Twą miłość
Do przejawiania się i do wzrastania!
Com Ci uczynił, żeś tak mnie zmieniło?

Zakopane, 9 sierpnia 2002 r.

Wołanie W Próżnię



w moim onirycznym
autystycznym
wysublimowanym świecie
nie ma miejsca na złudę
i twoje objawienia

zanim zrozumiesz
przeklniesz
nim się zastanowisz
odrzucisz

będę istniał pomimo ciebie
i twoich ubogich chwil
zmarnowanych szans
na bycie człowiekiem

nigdy niewyśnionych
snów

12 stycznia 2015 r.

z cyklu "Psyche"

* * *



przeprowadziłem dziś
sekcję zwłok
mojej wczorajszej
psychiki

później
wyszedłem z domu
by podziwiać
krwisty zachód słońca

i znalazłem pod nogami
swoje kolejne
wcielenie

12 stycznia 2015 r.

z cyklu "Psyche"

* * *



dziś zapukało do mnie
drugie
wątpiące ja

witaj
więc ty też
straciłeś naiwną wiarę?

12 stycznia 2015 r.

z cyklu "Psyche"

* * *



błysk
potem kolejny
i jeszcze jeden

a w tym wszystkim ona
tak niezrozumiała
a tak dobrze znana

milcząca tysiącem słów
podczas gdy ja
mówię do niej
ciszą

12 stycznia 2015 r.

z cyklu "Psyche"

Myśl



Kimże jestem? Przygodnym wędrowcem.
Skądś przybyłem i dokądś odpłynę
Trupiobladym wieczności żaglowcem
Z prześcieradeł szpitala, gdziem przyszedł na świat.

Zamkną za mną się świata podwoje
I w powietrzach przejrzystych zaginę.
Czy będziemy tam wtedy oboje,
Czy odejdę samotnie, burzliwie - jak wiatr...?

12 stycznia 2015 r.

Świadek Stuleci



... Więc co chcesz mi rzec, o kamienny Bożycu,
Ciężarem stuleci pochyły?
Na ileż wydarzeń, minionych miesiąców
Oblicza Twe dumne patrzyły...

Tyś widział udręki Pradziadów haniebnym
Mesjasza znamieniem zadane.
Tyś świadkiem był wojen w obronie wolności
I w pieczy swej miałeś kurhany.

W arkońskiej kącinie posągiem Ty byłeś,
Upadłym słowiańskim herosem.
Ze Zbrucza powstałeś, gdy kraj Ciebie czekał,
By jego kierować znów losem.

Dziś nikt nie podejdzie, by prosić o radę
Lub hołd Tobie złożyć, o Panie.
I święte Twe imię tak mało tu znaczy.
Umarłeś - a z Tobą wraz pamięć.

I milczysz zaklęty, kolejne godziny
Odmierzasz w prawieki wpatrzony,
Choć - zda się - grzmisz w ciszy, z ojcowską powagą,
Na ludzi tak bardzo zmienionych!

Więc co chcesz mi rzec, zapomniany, lecz dumny
Prastary słowiański idolu?
Dziś los w moich rękach spoczywa - to prawda!
Tyś głosem jest wiatru na polu...

17 luty 2001 r.

* * *



kiedyś zabraknie
autobusów
jadących w nieznane
świateł szarych miast
polskiej wódki
rozgrzewającej ciało
aż po koniuszki palców

zielonych łąk
na których
można się położyć
i wpatrywać się
w chmury
gdy nad głową
krążą bociany

zabraknie mi
moich wierszy
(choć ty będziesz może
czytać je bez końca -
lub też wyrzucisz
w Londynie
w czarnym plastikowym
worku
na wieczną
niepamięć)

kiedyś
nie będzie już
słychać
szumu drzew
przyjaciół
i płaczu nad beznadzieją
dni minionych

już w sumie niedługo
umrę
odejdę
narodzę się

20 grudnia 2001 r. - 13 stycznia 2015 r.

Mokosz



gdy umierają stalowe słupy
linii wysokiego napięcia
i rdzewieją na polach
dotykane jedynie przez deszcz
spoglądam
ku szarym horyzontom
miękkim bezkresom myśli
nieskończoności dziejów

matka ziemia
tańcząca taniec mocy
pachnąca wiatrem
i obietnicą przebudzenia

matka ziemia
stygnąca wraz ze mną

tak wyraźny
jest dzisiaj
jej zew

15 stycznia 2015 r.

Świątynie Ducha



Conocne naszych dróg olśnienia,
Wątłe ogniki w ciemnych dalach -
Oto, co życie nam odmienia,
Oto, co spać nam nie pozwala!

Ciemne rozstaje na tych drogach
Srebrny ozdabia sierp księżyca
I pyłem gwiazd, zapachem Boga
Nęci, uwodzi i zachwyca.

Gdy w końcu przyjdzie sen nad świtem,
Kalecząc ciszę dźwiękiem Słońca -
Ruszamy w chwiejne i rozmyte
Duchtynie, nie mające końca.

I kiedy całą mocą senną
Wkroczymy w ducha jasne progi,
Magiczna budzi nas codzienność,
Gdzie wieczna walka, my i Bogi.

15 stycznia 2015 r.

Przekleństwo




Daj sie poszarpać wichrom na wzgórzach,
Niech wznoszą Twoje włosy do chmur! -
Na wrzosowiskach, dzikich bezchmurzach,
W tragedii dolin, w pustkowiach gór!

Niechaj Cię Strzybog w kraje poniesie,
Gdzie jeno przeszłość, drwina i czerń!
Nowe się rodzi światło w niebiesiech! -
Odmrocze dziejów, gromowy cierń!

Lecz Ty na wieki będziesz się trwożyć -
Między pustotą a pięknem gór!
Niechaj Ci wicher smutki pomnoży!
Odejdź, gdzie upiór, mgła, stary bór...

16 stycznia 2015 r.

Jutrzenka



Budzą się z czasu czarne zegary
Na krańcach światów niewymyślonych.
Ciemnej materii czarcie konary
Drążą bezświatłem gwiezdne eony...
I choć nic nie jest takie jak wczoraj,
Lubię tę ciszę w nieba otworach,
Gdzie komet roje płoną i giną
Jak błędne ognie, co z wichrem płyną,
W żyłach Wszechświata, targając duszę
Odmroczem Bogów, niemotą wzruszeń,
By potem zniknąć na wieki.

Lecz jedna iskra, ta w Twoim oku,
Wzrasta nad niebyt, wstaje dziś z mroku,
Drwi, potężnieje, traci się w sobie
I znów wybucha na wspomnień grobie...
I choć nic jutro takie nie będzie,
Właśnie ją pragnę wziąć z sobą wszędzie
Tam, gdzie mi przyjdzie dumnie umierać
Wśród sztormów serca. Tak więc zabieram
Twojego ducha jasne westchnienie,
Zapamiętane wraz z pierwszym mgnieniem
Świtu, gdy mrużysz powieki.

11 luty 2015 r.

Smętek



Przez okno, hen z podwórza,
Gdzie szary deszcz zacina,
Wkradł się do mojej kuchni
I usiadł u komina.

Zdziwiony innym światem,
Ognia ciepłego mocą,
Owionął izbę lasem,
Zeswatał ciszę z nocą.

W ciemnych kątach jelenie,
Sowy w przypiecka mrokach
I Przodków długie cienie
Pod sufitem, w obłokach.

Iskry z bierwion na izbę
Słońca tarczą strzelają!
Dziadowie w mojej sieni
Obrządki odprawiają

I z dymem, z wonią lasu
Przez komin ulatują,
Na przestwór, na podwórze,
Gdzie szare wichry dują.

14 luty 2015 r.

Wiosna



Taki spokój panował tego dnia na polu...
Lekkie, białe obłoki na zachód pędziły.
Wiatr rozwiewał Ci włosy, deszcz rosił oblicze.
Wszystko było tak piękne i tak pełne siły!

Słońce w oczach Twych lśniło świeżością poranka.
Śmiałaś się do mnie ciszą, piękna Pani moja.
Świat zastygał w bezruchu. Moment był wiecznością.
Wędrowaliśmy duchem po gwiezdnych pokojach.

Czy pamiętasz? Tam szliśmy – w wiosenne oddale –
I wdychaliśmy wonność majowego kwiecia,
A nad nami bociany zakreślały kręgi.
Byłaś taka szczęśliwa i jakże kobieca!

Dojrzewaliśmy wtedy jako łany zboża
Do snów swoich wspaniałych i wzajem do siebie,
A w przestworzach ogrodów zakwitała wolność
I szerokim gościńcem lato szło po niebie.

Wokół mięta pachniała, szeptały strumienie.
W chłodnym cieniu siedliśmy sosnowego boru.
Gdzieś w dywanach jagodzin buszował rokita.
Świat rozbrzmiewał wszechwładnym zapachem kolorów.

I tak trwaliśmy wiecznie w świecie światłocienia,
Odkrywając przedwieczne tajemnice bytu.
Pięknie było... Pamiętasz? Więcej nic nie chciałaś.
Nie czekaliśmy wcale następnego świtu.

11 marca 2003 r.

Przebudzenie



Z przepastnego sklepienia najbliższego nieba,
Gdzie przejrzyste powietrze kłębi się i płonie,
Zeszła wiosna na ziemię w jedwabnej zasłonie
Mgieł porannych, błyszczących tajemnicą snu.

Budzi się w świętej ciszy przemarznięta gleba
I w słonecznych rozbłyskach coraz śmielej tonie.
Wstaje z mroków niebytu w widnej świata stronie
Jasne Boga oblicze - w bladych barwach lnu.

Majestatem i mocą światy wokół trwoży,
Wznosząc ponad horyzont boską swą potęgę
I w zadumie promienną odnawia przysięgę
Panowania i pieczy nad misterium dnia,

A w oddali las milknie w złotowłosej zorzy -
Ten pradawny, odwieczny - gdzie nasze kochanie,
Gdzie dwóch dusz nieśmiertelnych wieczne bytowanie.
Gdzie w jantarze żywicy nasza miłość trwa.

10 stycznia 2011 r.

Smętarz



Tak, smętarz ujrzałem,
Grobowców upiory,
Te twarze... te oczy...
To zdusze i zmory
      Wśród wichru wołały
      Na życie me marne,
      Lecz ja paść nie chciałem
      W ramiona ich czarne,
Więc poszły i znikły
Pod dębu konarem,
Lecz jeszcze powrócą
Po życia ofiarę
      I kirsen ogarnie
      Zmęczone me ciało,
      Lecz jeszcze nie pora...
      Wciąż życia mi mało.

marzec 2001 r.

Żertwa Poranna



Mój cichy Boże nienazwanej chwały,
Są w moim życiu chwile światłocienia,
Gdy, będąc ciałem w ziemskich świata sferach,
Duchem wzlatuję w odległe bezmiary
I zwiedzam sobą nieznane obszary,
Gdzie wszelka ludzka ułomność umiera.
Mój cichy Boże, Poezjo Istnienia,
W porannym słońcu sobą oniemiały!

Ty żyjesz w każdym kunszcie pajęczyny
I w każdym szepcie pośród chłodnej trawy,
Z każdej gałęzi tętniącego boru
Bije Twa Świętość w panteizmu toni.
Nie chcę ni jednej twarzy Twej uronić,
Żadnego dźwięku, smaku czy koloru.
Święte mi wszelkie Mocy Twej przejawy,
Witalna Siło, Duchu Praprzyczyny!

Wielbiciel życia, adorator Woli,
Boskich instynktów kierujących światem,
Żerzec pośrodku upadłych eonów,
Wojownik Świtu, piewca Nowej Ery -
Zwalczam mrokliwe umysłów bariery,
By głos się rozległ pradawnych demonów
I powróciło Imperium bogate,
Powstawszy z pyłu zaklętej niewoli!

6 stycznia 2003 r.

Eremitorium II


Pomiędzy dwiema chłodnymi nocami
Miotam stęsknione, zawistne spojrzenia.
Dawno nie śniłem o gwiazdach nad nami.
Dawno nie kochał mnie nikt prócz wspomnienia.

W otwory czasu schowałem swe życie.
Mieszkam w zamroczu kosmicznego cienia,
Gdzie już nie wierzę w niczyje przybycie...
Gdzie obserwuję jak wieczność się zmienia.

W tej wielkiej pustce na ustroniu świata
Błądzę po czarnych przeszłości komnatach,
Zawieszam gwiazdy na północnym niebie -
Wszystkie dla Ciebie.

Ty nie przychodzisz. Boisz się tej czerni,
W której Bogowie giną nieśmiertelni.
Choć je maluję, nie śnię już o gwiazdach
Tu, w głuszy gniazda.

23 lipca 2002 r. - 12 stycznia 2015 r.

Ananke


Chwyć moją dłoń. Pobiegniemy przez las.
Za każdym krzakiem czai się coś złego,
Lecz przecież nic nie rozdzieli dziś nas.

Chodź, nie bój się. To jest tylko szum gwiazd -
Piękny poemat Stwórcy przedwiecznego.
A może tylko tak przemija czas?

Dotyk i mrok. Patrzysz na mnie - zmieniona.
Poświst przeleciał gdzieś nad moją głową.
Już nie poznaję - to pustka czy Ty?

W dłoni mam piach. Twoje smukłe ramiona
Ciągną się w nicość - zmierzchliwie, morowo.
Śpiew komet w dali. Wspomnienia i mgły.

12 stycznia 2015 r.

Sirin


(z legend Rusi)

Ucisz się, ucisz, rozszalałe morze...
Oto i Sirin - z ludzką twarzą orzeł -
W czarnych odmętach składa swoje jaja
I snem skrzydlatym wody uspokaja.

Siedem dni ciszy pod widmem nieb głuchych.
Siedem topieli strojnych w jego puchy.
Wzbija do lotu swoje rajskie ciało.
A morze milczy... I będzie milczało.

Siódmego świtu pisklę się wykluje
I dzikim piskiem przestworza przekłuje.
Ktokolwiek z ludzi jego głos usłyszy,
Ten już na zawsze pogrąży się w ciszy.

Zapomni pragnień, z niepamięcią zbrata,
Kto śpiew usłyszy mknący z jego świata.
Piękny, lecz groźny ptak ten jest wspaniały.
Lśni dziwnym światłem żywioł oniemiały.

13 października 2004 r.

Czarnobog



Niedolśnienia, chmury, czarty, wiatrołomy...
Smugi leśnych świateł malują mój grób.

Tam, gdzie napowietrznych wszechświatów załomy,
Czarnobog wyrzeźbił głośny mocy słup
I krzyczy niebytem w zmierzchliwe przestrzenie!

Właśniem zoczył Stwórcę! Czyżby nagle zgasł?
Pewnie odszedł w Słońca bezdźwięczne promienie.
Niespełniona wieczność, niewyśniony czas...

Biegnę tam, gdzie świerki mierzą się z chmurami,
Ostatniego ciepła goniąc lekkie sny...

Czemu mnie dotykasz gwiezdnymi słowami,
Gdy właśnie Twe słowa nicością są mi?

19 grudnia 2014 r.

Rodzima Wiara



Hej, uparte my pogany, mimo lat tysiąca zgoła:
Wierzym w Marzę Czarnolicą! Swaróg Bóg nam i Nijoła!
W naszych domach wciąż kołacze, miody, plony i pisanki -
I na Dziady jasne znicze, i na Noc Kupały wianki!

Słońcewroty, kołomiry, swargi, bukwy, Słońcestania,
I drewniane nasze świątki z duszy możesz nam wyganiać - 
Nic nie wskórasz! Nie zostawim, nie odejdziem od swej wiary!
Płonie, płonie w sercach ogień! Żyje, żyje ród nasz stary!

Iście godne my dziedzice przeszłych lat, zburzonych chramów!
Nasza wiara - świat dokoła: cisza bagien i kurhanów,
Lasu szum i zapach wspomnień w życia ostatniej godzinie.
Nie wypędzisz z nas pamięci! Nigdy Słowian ród nie zginie!

16 grudnia 2014 r.

Niepewność



Wierzysz, że mój sen zamieszkał dale,
Że w błękitnych głębiach mocą lśni...
Lecz być może nie śnię, Pani, wcale
I to Ty na moje miejsce śnisz?

Może wszystkie sny, które spisuję,
Nie są mojej duszy barwnym tłem,
Tylko mnie nachodzą, gdy kreuję
To, co już od dawna jest Twym snem?

Może jestem tylko nikłym blaskiem
Na głębokich wodach Twoich snów
I nie moje są te słowa wszystkie,
Bo nie mówię nic prócz Twoich słów?

23 lipca 2002 r.

Przebudzenie



Śniłem rozdroża losu, bezkresy tęsknoty,
Tragiczną, nieuchronną grozę niekochania,
Śniłem królestwa bólu, powrósła niemoty,
A skryte twarze Boga Wszechświat mi przesłaniał.

Śniłem samego siebie skłóconego z życiem
I krzyk, co w szare dale płynął bez imienia -
I czas, co nogi głaszcząc, przemykał gdzieś skrycie,
Gdy mroczne myśli Boga Żywioł mi zacieniał.

Mój sen nie dostał szansy, by się w jawę zmienić,
Bo zbudził mnie ktoś wczesną godziną świtania -
Błądziłem więc stopami pośród martwych cieni
Mchów jesiennego lasu, co Bóstwo zasłaniał.

Aż w końcu zrozumiałem. W nowy sen zbudzony,
Co jawą nader jasną zagrodził mi drogę,
Wzrok swój wbiłem - jak sztylet - w cztery świata strony,
W milczące ciało lasu. Przebóg! On był Bogiem!

23 listopada 2014 r.

Przedwiośnie w Tatrach



Po Goryczkowej Czubie i ciemnych kłębach chmur
Pradawne gnają lęki i groza wiecznych gór.
Słońce im mgieł korony z rogatych strąca łbów,
A one gnają, gnają... w zamrocza górskich snów.

Przede mną panorama milczących czarnych Tatr,
Gdzie tylko w turnie duje osamotniony wiatr.
Klękam w milczącym jarze, ręką odganiam mgłę,
Na starą wiarę Ojców mocno się w duchu klnę

I wbijam w twardą ziemię złoty solarny krzyż!
- Zbudźcie się, Bogi Wiosny, rozbijcie zimy spiż!
Piorunem, ogniem, mocą spalcie Marzanny sny!
I strąćcie w otchłań światła, w niepamięć leśnej mgły!

Granitów ciemne grzywy czesze lodowy wiatr.
W martwej krainie śniegu tonie tatrzański świat.
Na szarej tafli wody skrzą się tańczące kry.
Idzie nasz kres, Marzanno. Spłoniemy. Ja i Ty.

Zakopane 2002 r. - Greenhithe 2014 r.

Zmierzchanie



Półmrok i cisza. Zapalone świece -
Nikłe pochodnie na mym fortepianie.
Nigdzie już dzisiaj duchem nie odlecę.
Tego wieczoru nic się już nie stanie.

Zegar na ścianie przetkanej błyskami
Odmierza godzin niewymowną trwogę.
Zapach kadzidła siłuje się z drzwiami
I mgłą zawisa między mną a Bogiem.

Bóg dumnie milczy. Swoje cztery twarze
Zaklina w popiół nadchodzącej nocy.
Nic się już dzisiaj tutaj nie wydarzy.
Znikąd zbawienia i znikąd pomocy.

18 listopada 2014 r.

Wierzę



Wierzę w ciche, odległe gwiazd srebrnych wieżyce,
W trójistnienie, trójjawność wszelkich boskich praw,
W złydnie chmarne, ciemnogie, w chwary i księżyce,
W niezmierzone, odwieczne bóstwo szumnych traw.

Wierzę w pól wiekuistych tajemnicze trwanie
I w poranne bezkresy mokrej leśnej mgły,
W Słońca wratne w niebiesiech Kołozmartwychwstanie,
W bliskość myśli człowieczych, w mroczne nawne sny.

W swarogowe oblicza, Marzannę i Lela,
W śmierci pewne nadejście i wędrówkę dusz,
W dobry gest, co oblicze starca rozwesela,
W tajemnicę zjawioną, w świętość letnich burz.

W mądrość Ojca i Matki ciepło miękkiej dłoni,
W wolę przemian i losu nieuchronny jaw.
Wierzę w świętą, głęboką ciszę wodnych toni
I w odwieczne, wszechmocne bóstwo szumnych traw.

17 listopada 2014 r.


* * *



nie dbam
o tak błahe rzeczy
jak bóg
wieczność
czy sens istnienia

dla mnie
liczy się to
co naprawdę ważne

chwila
smak
dotyk
kropla deszczu


2002 r.

* * *



łza cieknie po twarzy
bo tyle się nie spełniło
tyle zaprzepaściło
tyle pominęło

w nierównej walce
ja kontra universum
zaczynam poznawać
i uczyć się
siebie

nierdzewny
nieujarzmiony
niepokonany

niespokojny
niezaspokojony
niewolnik

aż do śmierci


10 grudnia 2002 r.

* * *

Spójrz, jak stoję
nad urwistym brzegiem oceanu,
otulony ciemnościami wieczoru,
zraniony śpiewem mew,
stopiony z krzykiem wszechświata,
gotowy, by skoczyć
i utonąć w odmętach
Twoich nieposkromionych snów.

Zobacz, jak jedna po drugiej
zapalam gwiazdy
na czerwcowym niebie
i polarną zorzą maluję
pejzaże nowych,
nieznanych terytoriów.

Gdy noc, zazdrosna czarodziejka,
zakłada na moje ramiona
płaszcz ciszy,
ja wybiegam myślami
ku odległym horyzontom,
gdzie słońce ozdabia zieleń drzew
złotą wstęgą nadziei.

Tak wyraźnie widzę Twoją twarz,
jakbyś nigdy nie odeszła.
Śmiejesz się do mnie
magicznym płomieniem pożądania
i pośród zbłąkanych huraganów
wymawiasz moje
zapomniane imię.

Tak Cię kocham,
jakbym umiał robić
tylko to jedno.

Spójrz jak stoję nad
brzegiem ryczącej
otchłani.

Spójrz, jak dla Ciebie
umieram.


10 czerwca 2003 r.

Grom



Twoje to były ziemie, Twoje lustra wody,
Boże w gromie jedyny, Wszechwładco Przyrody.
Tyś rozszczepiał niebiosa swoim groźnym okiem,
Ty mieszkałeś w zamykach nad czarnym obłokiem

I przed Twoją gromnością drżały ludzkie sioła.
Tyś z niebytu toporem istnienie wywołał
W czasach przed świtem wielkim ludzkiego plemienia.
To Ty światło wyniosłeś z pierwotnego cienia

I zesłałeś nam ogień, święty Władco Nieba.
Dar słoneczny nam dałeś pszenicznego chleba.
Przenikałeś swym blaskiem człowieczego ducha,
A gdy doń przemawiałeś - człowiek Ciebie słuchał!

Grzmisz w granatach oddali, a ludzie niewierni
Prądem Cię nazywają, pogrążeni w czerni
Bezrozumnych urojeń dzisiejszego świata.
Ile jeszcze trwać będzie ta w gusłach zatrata?

11 października 2002 r.

Bogini Nieodgadnionej



Wstałem z martwych, znęcony pieszczot obietnicą,
Chwil odległych bezkształtem, rozumnym milczeniem,
Twoich włosów pachnących na mej twarzy cieniem.
Twoich oczu gwiaździstą w mroku błyskawicą.

W cieniu krypty zbudzony, w cienistym kurhanie,
Raz już chyba ostatni chcę chłonąć wszechświaty,
Chcę się poić księżyca złudzeniem rogatym
I podążać za Tobą w jasne cudotrwanie!

Nie znam Cię, lecz przeczuwam miękkich ust spotkanie,
Gdy przez drzwi uchylone w moją wnikasz duszę.
Łado! Czuję, że płonę i kochać Cię muszę
Właśnie teraz, gdy w senne zapadasz czuwanie,

Lecz nie umiem odgadnąć Twoich krętych ścieżek,
Gdzie wieczorne półcienie wśród sosen igrają
Z sznurem świateł rozpiętym nad krzykliwą zgrają
Dzikich duchów - i lasu wilgotnym obrzeżem.

Więc Cię szukam pośpiesznie w zakamarkach jaźni,
Gdzie się zjawiasz, by zaraz w mgieł odejść krainy.
Późno wstałem. Choć długie minęły godziny,
Wiem, że jesteś czymś więcej niż grą wyobraźni.


5 września 2014 r.




Dębowy Król


Święty Perunicu
Z drzewa wyrzezany,
Przecz tak cudnie patrzysz
Na świat malowany?
Przecz swym wąsem świetlisz
Dni pachnące latem?
Czyżbyś jeszcze władał
Nieświadomym światem?

Toć mi powiedzieli,
Żeś jeno wspomnieniem,
Że dawno odszedłeś
W zapomnienia cienie,
A Ty mi wyrastasz
Pomiędzy dębami,
Jakbyś wiecznie mieszkał
Tu, pomiędzy nami...

Tysiąc lat minęło,
A żywe Twe imię,
Oczy skry ciskają
W błyskawic zadymie.
Znów powraca wiara
Gromowych księżyców.
Pierwszy miecz podnoszę,
Boski Perunicu!

20 maja 2002 r.





Hej, kolibej, kolibej

(kolęda podhalańska)


Hej, kolibej, kolibej, kolebecko dębowa!
Niek k’nam przidzie wiecorem nawny duszny świat!
Boże światło sié rodzi w mrocnyk nieba osnowak,
Świéntom gędźbom rozbrzmiéwa mlecnej drogi trakt!

Hej, kolibej, kolibej, kolebecko drewniano!
Niek i do nas zawito gość z odległyk stron!
Hej, puścimy turonia po koléndzie do rana!
Niek sié darzy w zagrodzie, pole da nam plon!

Hej, rogaty Wołosie, Panie bydła wselkiego,
Co po lasak sié włócys w ksiénżycowom noc,
Niek na stole rok cały nam nie zbraknie nicego
I ostanie sié z nami Twoja świénta moc!

A kie przídzie na niebo jasno gwiazda godowa,
Przi wiecerzy zasióndziem, carów przídzie cas!
Hej, kolibej, kolibej, kolebecko dębowa!
Nowy rocek k’nam bieży! Nowe światło w nas!

Niklot


Krwawo dziś wstało Słońce nad Dubinem.
Klucze żurawi wędrują na wschód.
Wiosna przynosi zapach nagłej śmierci.
Topnieje chwała. Z nią topnieje lód.

Wojska krzyżowe, gdzie o wolność walczą
Słowiany dumne jak pomorski gryf,
Niosą religię męki i poddaństwa
W krainę borów i bałtyckiej mgły.

Już się w szyszaku pochodnia przegląda,
Ta, która spali dawnych Bogów świat.
Dzisiaj zapłonie Skwierzyn, Iłów, Mechlin!
Odejdzie w ogniu duma setek lat!

A krwawe Słońce nad dymy się wzniesie,
Straszliwej żertwy w światy niosąc krzyk.
W krzyku tym, w zgiełku bitwy - jedno słowo,
Jedno przesłanie ujrzy nowy świt!

Gdzie śmierć mnie czeka, gdzie moje spełnienie,
Przyjmie mnie Orle jak rodzinny dom,
A za lat tysiąc ktoś wspomni me imię.
Dziś umrze człowiek, co zawierzył snom.

3 czerwca 2013 r.

Zemsta






















W odwiecznej, ciemnej pradolinie zdobionej jesienią,
Gdzie słońca żar kamiennych bogów ledwie światłem sięga,
Wśród mchów i mgieł i rzek urwistych, co w biegu się pienią
I milkną, rażone niemocą - rodzi się Potęga.

Tam, gdzie najświętsza świętość mrocznych borów w świat się szerzy,
A napowietrzne chały szyją niebios chmurne szaty,
Rodzi się On z niebytu nocy, z milionów pacierzy -
Dziedzic na tronie gwiazd wszelakich, Świętowit bogaty!

I gniewnie cztery swoje lica ciska w martwe kraje,
Co zatraciły pamięć o Nim i Królestwie Jego!
O, jakże długo trwa ten sen, co jawą się wydaje!
Spójrz, świecie, na swojego Pana, z dawna czekanego!

Bo oto powstał z hańby dziejów dumny Biały Orzeł,
Ten Czterolicy, ostropióry, dziki Grom pogański,
A zemsta będzie Jego znakiem, piorun Jego nożem,
Tym, co rozetnie ciemność Kłamstwa w kraju nadwiślańskim!

Ziemio-Mateńko, udręczona zdradą i poddaństwem,
Ty, co już miałaś nie żyć, a kwitniesz uparcie!
Wraca Twój duch w słowiańskie serca. Będziesz wielkim Państwem!
A tych, co zdradzić Ciebie śmieli - krukom na pożarcie!

23 września 2013 r.


(autor obrazka nieznany)

Bezdech


Drewniany sen, białe mgły, czarna rzeka.
Smutek wędruje od chaty do chaty.
Jak makiem zasiał. I pies nie ujada.
Milczący wiatr - jak ten duch rosochaty.

Wierzba nad rzeką płynącą ospale
Ciężar pochyla swojego żywota.
Kolejny bóg tam odchodzi w niepamięć.
Kolejny wszechświat wystaje zza płota.

Jasno i zwiewnie, ciężko i ponuro.
Grom - ten, co nie ma dźwięku ani mocy,
Rozświetla wsi zamazane obrzeża.
Pęd. Jedwabistość. Miękki dotyk nocy.

I - pośród ułud dzikiego półmroku -
Głos nagle słyszę, jakichś jęków splot.
Nie. To nie jęki. To odległe gwiazdy
Sączą się w sioło przez zmurszały płot.


9 czerwca 2013 r.

Ohnien



Gdzie szumny bór i ciemna noc,
Posępny gniew pradawnych lat,
Tam Ohnien swą roznieca moc
I dziki żal wysyła w świat.
I pełga zemstą młody Bóg,
I błyska ponad tonie,
Wieczysty krzyżochrysta wróg
W splecionej z mgieł koronie.

Płomień wśród dawnych gorze snów,

Przerwanych baśni wczesnych dni
I sławski mit ożywa znów,
Bo jeszcze wiara się w nim tli!
Powstanie z prochów dawna moc
Nieśmiertelności pełnią
I jasny blask rozświetli noc,
Gdy wieki się wypełnią!

Rozlegnie się znienacka grzmot,

Perunów dzikość niosąc w dal!
I runie w dół pogański Młot,
I wzburzy furię morskich fal!
A On przywdzieje gwiezdną twarz,
Rozepnie skrzydła swoje
I będzie pełnić boską straż
Nad ludzkich dusz spokojem.

11 marca 2003 r.

Moja Wiara


Moja wiara - las wielki żywicą pachnący,
Wianki kwietne splecione na dziewczęcych skroniach.
Moja wiara to piękno Święta Równonocy,
Niezmierzoność Wszechświata, taniec mgieł na błoniach.

Moja duma - śpiew dziecka w polskiej brzmiący mowie,
Mogił srogie milczenie i Praojców czyny.
Moja siła - blask Słońca, słowiańska zadruga.
Moje serce - krwawiąca czerwień jarzębiny.

Moje życie - to walka, to zakorzenienie,
To tęsknota za krajem znanym z legend starych,
To cieknący przez palce bezlitosny czas.

Mój testament - moc słowa, chwilowość, wieczystość,
Pomruk burzy niosący się przez ciemne jary
I pachnący żywicą, nieskończony las.

2002 r. - 20 września 2012 r.

Wspomnienie


To była jesień. Światło księżyca
Blado świeciło nad budynkami.
W miejskiej zadumie ulic pijanych
Postać ujrzałem w ciemność odzianą.

I poraziła mnie swoją czernią,
Stojąc w milczeniu ponad zniczami.
Demon intrygi popchnął mnie ku niej
I naglem przed jej obliczem stanął.

Krótka się zdała nasza rozmowa,
Z której, jak rybak z wielkiej topieli,
Każdy ton głosu jej wyławiałem,
Gdy urok chwili płonił me lica.

Boskie jej rysy spamiętać chciałem,
Lecz los okrutny wnet nas rozdzielił.
Zostało tylko mgliste wspomnienie
Jesiennej schadzki w świetle księżyca.

28 czerwca 2001 r.

Stworz


Znajdziesz mnie w wietrze i snów krainach,
W łzach księżycowych, w szmerach potoków,
Na górskich graniach, w mrocznych dolinach...
          Szukaj mnie w barwach złotej jesieni -
          Chłonę tam antyk długich eonów.
          Znajdziesz mnie jutro... Znajdziesz mnie wtedy...
Nic mnie z ziemicy nie wykorzeni,
W której magiczna krew wciąż pulsuje,
A echo legend wiarą oddycha!
          Szukaj mnie, skoro wciąż poszukujesz,
          Pośród wersetów ksiąg tajemniczych.
          Lub pod śniegami mroźnej Północy,
          Gdzie tylko jasna myśl przetrwać zdoła.
          W kręgach kamiennych, w źródłach wszechmocy,
          W tajemnych światłach ogni zwodniczych.
Jeszcze mnie szukasz? To bezcelowe!
Ja mieszkam wszędzie - nigdzie zarazem!
Tłoczę w umysły idee nowe,
Stojąc na straży skarbów przeszłości.
          Oto perfidia jest i ironia
          Mojego bytu ponad wymiary:
          Jam jest cierpienie, płacz i agonia,
          Posłańcem będąc Bogów miłości!
Znajdziesz mnie w wietrze, w szmerach potoków,
Łzach księżycowych, sennych krainach,
W majestatycznych kłębach obłoków.
          Szukaj mnie. Z wolna zmierzch się zaczyna....


30 maja 2001 r.

Zaklęcie


W półświetle mlecznej mgły, na skraju lasu,
Zamieszkał polny duch z pradawnych czasów
I w starej wierzbie uwił sobie gniazdo,
By przypatrywać się po nocach gwiazdom,
By zwodzić ludzi na głuche manowce
I polnych wiatrów ujeżdżać wierzchowce.

Wybrało się do lasu dziewczę młode,
By przedjesiennym napawać się chłodem,
By uwić sobie z kaliny koronę
I w nią powplatać sny niedoścignione.
Jak pomyślała, tak snadnie zrobiła:
Leśną koronę naprędce uwiła.

Zakochał diablik się w jej zwinnych dłoniach
I jako młodzian zjawił się na błoniach.
- Piękne ukryłaś sny w koronie swojej!
Boisz się, dziewko? - Nie, wcale nie boję!
Dzięki Ci, Panie, za Twe dobre słowa!
Dawno już byłam pokochać gotowa!

Od tamtej pory, na obrzeżach lasu,
Tańczą dwa cienie pośród mgieł atłasów,
Gwiazd wypatrując na północnym niebie
I wodząc wzrokiem po stygnącej glebie.
Razem w cienistej dziupli sobie żyją
I snów korony w leśnych gęstwach wiją.

15 maja 2002 r.



Pogorzeliska


Kiedy się wsłuchasz w mgieł wilgotne pieśni,
Stojąc samotnie pośród pogorzelisk,
Pustka bezludzia otworzy Ci oczy
I zapomnianą wizję Ci rozścieli
Czasów płonących jękiem niepamięci,
Ludzi tak bliskich, a tak oddalonych,
Miejsc legendarnych, pełnych wielkiej sławy,
Wierzeń tak swojskich... i tak rozgromionych.

Spłonęła niegdyś duma naszych krain,
Gdzieś się zapodział Duch, co Sławią władał!
Na cztery strony przegoniono honor...
Słuchaj, co Matka Ziemia opowiada!
Czemu, Polaku, niebiosów nie wzywasz,
Nie pragniesz zemsty za ich niecne czyny,
Obcemu bogu wystawiasz ołtarze,
Nie szukasz Sensu, nie łakniesz Przyczyny?

Ja w pogorzelisk dymiącej pomroce
Znalazłem siłę. Nie umrą Słowianie!
Kreśląc na niebie znak czteroramienny,
Natchnąłęm dziełem życie i konanie!
W płomiennym kręgu na osi Wszechświata
Walkę przysięgłem podłym czarnożercom:
Albo okryję się wszechwieczną chwałą,
Albo ich kłamstwa wieczność mą uśmiercą!

6 maja 2002 r.

Przed Północą


tkwimy w jednym punkcie
na skrzydłach czasu
pchnięci w rzeczywistość
którą nie do końca rozumiemy

związani ze sobą człowieczeństwem
toniemy w ciemności i ciszy
nie prosząc o nic
prócz prawa do wolności

śmierć nam w oczy zagląda
w każdej naszej chwili najmniejszej
a rozczarowanie ze snów nas rozbiera

cień w naszych głębiach zalega
i światłość w nas się wzmaga
nieskalanym strumieniem wszechmocy
a wszystko po to
by odnaleźć
swój instynkt

ktoś płacze
bo stracił dziś tożsamość
ktoś się wpatruje w oblicze gwiazd
bo nagle coś znalazł
w coś uwierzył

tak wygląda świat
za dwadzieścia dwunasta

2 grudnia 2002 r.


Dziwożona


Wyszła z wody - jej piersi
Obwisłe do kolan.
Włos jej długi i czarny
Święty złocił świt.

Wyszedł Jaśko z chałupy
Hen, na szare pola.
Gdzieś za dróżki zakrętem
To przepadł, to znikł.

Ona za nim. Dopadła
Go lubieżnym wzrokiem.
On - nieświadom niczego
Na piszczałce grał.

Wtem coś pyłem się wzbiło,
Coś śmignęło bokiem!
I już demon-paskuda
Przed Jasieńkiem stał.

Ślipia czarne, zapadłe,
Wielka, wstrętna głowa,
Dłonie długie, płetwiaste
I oślizła płeć.

Wsiadło dziwo na Jaśka
I mu prawi słowa,
Że ją pragnąć powinien,
Że ją musi chcieć.

I tak długo gadała
We chciwych podskokach,
Że biedaka zastała
Polno-wodna śmierć.

Leży człowiek nieżywy
W kurzawy obłokach.
Obok niego piszczałka
Złamana na ćwierć.

30 lipca 2002 r.


Jaryło


Jedzie Jaryło na koniu - na wietrze, w zieleni traw,
A nad nim wojtki wracają do gniazd,
A za nim białe kwitną przebiśniegi.
Śnieg w wartkie rzeki przemienia
Słońca wiosenną mocą,
Topór wszechwładny, piorun, 
W jasnej dzierżąc dłoni.

Jedzie Jaryło na chmurze - powietrznie, w zapachu łąk.
Drewniane sioła maluje brzozą,
Świeżością pokrzyw, podbiałem, krwawnikiem,
Świątki rozstajne ozdabia
Dymem godowej żertwy,
Niebo błękitne, dadźboże,
W los wplatając świata.

Witaj, Jaryło-Jaruno,
Z dawna czekany Promieniu.
Wianki na głowę Ci kładziem,
Miodu do ognia lejem
W ten święty, potężny czas.

Pola zdobione gwiazdą ziarnopłonu
Niech nam jarzyną obrodzą,
Życie niech przyniosą,
W Marzanny kwitnąc cieniu wiekuistym.

24 marca 2013 r.


O Dębie i Róży

Przychodzisz w ciszy. Z wszystkich mych objawień
Tyś najprawdziwsza, bo kochasz milczeniem.
Światło bursztynu bije z Twoich oczu
I starożytne rzymskich Bogów cienie.


Kwiecie wyrosły na łąkach wysokich,
Tobie niestraszne deszcze, furia burzy!
Jam jest jak dąb, Ty - spowita w ciemności -
Podobna jesteś pięknej, czarnej róży.


Nad nami obłok czasu się przesuwa.
W dolinie chłodem wiatr ozdabia drzewa.
Trwamy we dwoje w miękkiej, białej mgle.


Światy znikają, gwiazdy pędzą w nicość,
Już nocą pachnie twarda górska gleba.
Zapadam w Ciebie. Ty oplatasz mnie.


20 września 2012 r.

Groza

- Która godzina? - Wpół do śmierci.
Mor się przyczaił obok płota.
Tuż przed południem, w czarnym słońcu -
Klątwy, zaświaty i duchota.


Na niebach napowietrzne wiły
Tańczą niebytny taniec mocy.
Trawy się gną ku suchej ziemi.
Tuż przed południem - pełnia nocy.


Jaki dziś dzień? Ostatni przecie.
Sekundy drążą skałę życia.
W samo południe, w świętą porę,
Nic już nie będzie do ukrycia.


Gaśnie świat cały, barwy, kształty,
Twarz czarny wicher z pól omiata.
Nie ma już życia, nie ma śmierci.
Nie ma niknięcia, nie ma świata.


Stone, 17 sierpnia 2012 r.

Dola

Usiądź ze mną przy stole pachnącym lasami.
Jasną świecę zapalę. Mary czmychną w kąt.
Często tak siedzieliśmy. Pamiętasz? Czasami
Czuję, jakbyś w ogóle nie odeszła stąd.


Złoty miód w dwa drewniane nalewam kielichy.
Wypij ze mną, jak wtedy, za pomyślność dni!
Tyś cudowna, zmęczona. Ja - smutny i lichy.
Kto mi Ciebie odebrał? Kto zamglił mi sny?


Jakie piękne masz oczy... W nich się przeglądałem!
Pamiętałem ten słońca w Twoich oczach blask!
Gdzieś odeszłaś. Ja także wspomnieniem się stałem.
Usiądź ze mną. Już nie ma - ni Ciebie, ni nas...


Greenhithe, 17 maja 2012 r.

Atma

Ty, bezimienna i głucha, nigdy nie nazwana,
Oblana złotem przedświtu wśród ostępów mroku,
Smolista taflo jeziora, trwająca w milczeniu,
Spójrz jak ja w Ciebie spoglądam, jak umieram wokół!


Zobacz, jak życie zszargane wieszam na gałęziach,
Sterczących ze sztywnych sosen, zastygłych w bezruchu,
Jak krwią swą znaczę kamienie otulone wichrem,
Jak, nie zaznawszy istnienia, przepadam bez słuchu!


I niechaj nigdy, przenigdy, ludzkość się nie dowie,
Kim byłem... albo kim będę, gdy snem się otulę
I w gwiazd zimowych oblicza zaglądnę niemotą,
Żarliwym snów niespełnieniem, potęgą i bólem!


Dziś strach ma imię północy, które ja przywdziewam
Wbrew sobie i zgodnie z sobą, przeciw przemijaniu.
W cztery kierunki Wszechświata bezwiednie wędruję,
Łowiąc pajęcze chwil mary w ziemskim bytowaniu.


Milczących wód czarna grozo, słońcem podsycana,
Żywicznej pieśni bożyszcze, zamarłe w świętości,
Spójrz jak umieram, jak płonę, jak wnikam w dywany
Tych jagód, co dziś wyrosły na grobie miłości.


Greenhithe, 10 maja 2012 r.

* * *



















Już tylko ciemna noc
Dzieli nas od świtu,
Już tylko gęsty mrok
Przesłania nam majestat
Złotowłosej zorzy...


Zagłębiam swe dłonie
W czarnej ziemi
I krwawię...


Nade mną Ty pochylona
Nie pozwalasz mi zamknąć oczu,
Jak gwiezdny łabędź
Otulasz me sny nadzieją


I tak odchodzimy
Wraz ze śpiewem
Milczących łąk...


20 maja 2004 r.

Biesy i Czady

Piękno tej dzikiej krainy na zawsze w Tobie zostanie.
Tutaj przyjechać z daleka możesz jedynie raz.
Potem już tylko powracasz - i to magiczne wracanie
Nadaje sens twemu życiu, stroi je w urok i blask.


Jesień wśród ciszy połonin jest jak wspomnienie miłości -
Tej najprawdziwszej, jedynej - straconej w zamroczu mgły.
Tutaj wędrując przez życie dotrzesz do pięknej starości,
Gdzie istnieć będą jedynie święte te góry - i Ty.


Pradawnych dni głuche echa i krew o pomstę krzycząca
Toną w świetlistych rozblaskach, gdzie biesów tańcuje rój.
Oto powietrzna, przestrzenna kraina boskiego Słońca,
Gdzie czadów śpiew wiekopomny jest wiecznie niczyj, choć Twój.


13 luty 2012 r.

Gromnica

Chatka z drewna, mchu i światła. Dzika noc. Prastary bór.
Wicher wyje, śmierć się niesie. Czarno, chmurno, księżycowo.
Mgielny tuman nawałnicy pędzi od strzelistych gór.
Grzmi i huczy groźnie ziemia. Lasy nucą pieśń gromową.


Ciemny strumień rwie się, mąci, drzew korony idą w tan.
Głuchy dźwięk przeszywa niebo: zstąpił Perun w błyskawicy!
Nyja płynie poprzez światy, zboża gnąc srebrzysty łan.
Przeszłość ginie, czas przemija w zatraceniu czworolicym!


Mszczą się Bogi za niepamięć, za niewiarę setek lat.
W oknie płonie już gromnica, słychać śpieszne wróżb zmawianie.
Tylko wierne dzieci Lechii z bożym światłem pójdą w świat.
Tylko chatka z mchu i mocy oszczędzona pozostanie.


13 luty 2012 r.

Świątynia Ducha Gór

















Jeden raz tylko wystarczy spojrzeć na Złotym Widoku
Na białych mgieł szaty jedwabne kładące się po górach,
By poczuć ten krzyk milczący czasów, które już nie wrócą,
By ogarnąć Karkonosze miłością ich Króla, Rzepióra.


On to, ze swego Królestwa wygnany przez podłych ludzi,
Siedział tu, ostatkiem mocy błogosławiąc tarczę Słońca.
Tu, ostatnie łzy wylawszy, poprzysiągł w śmierć się obudzić.
Albowiem nigdy nie było i nigdy nie będzie końca!


Jego Kościół tu rozkwitnie, gdzie Olbrzymów szare szczyty!
W każdej sosny smutną pieśń On wcieli się duchem wszechmocnym!
Jego światłem błyszczeć będą ametysty, malachity
I zaklęte w złocie Słońce. I Księżyc w szaleństwie nocnym!


Czasem Go można zobaczyć, jak kroczy koźlim kopytem
Po rozpadliskach gór, które tak ukochał w dawnych czasach.
Szumią o Nim górskich wód strumienie, w legendy okryte,
A pamięć haniebnej śmierci wiecznie niesie się po lasach.


13 luty 2012 r.

* * *

Śniłaś mi się dzisiaj. Piękny sen!
Plotłem Twoich włosów złoty len.
W okno nam zaglądał wieczny las.
Dzień w spokoju zorzy z wolna gasł.


Śniłaś mi się! Jeszcze w myślach tkwi
Głos Twój - jak wspomnienie dawnych dni.
Teraz mi pozostał tylko żal.
Znów ten las... i ścieżka w mroczną dal.


Greenhithe, 11 luty 2012 r.

Jesień w Dolinie Jezierzycy


















Smutek się zakradł między olchy i jesiony.
Szarość i zadumanie zaległy w dolinie.
Milczą sylwetki dębów we mgły otulone.
Milczą spokojne wody - dawnych ech świątynie.


Świt dziś nie nadszedł. Półmrok włóczy się po lesie,
Wilgotne krzewy jagód sennie przeczesując,
A z nim w powietrzach zimnych dzika pieśń się niesie,
Tam dokąd tylko wiedźmy-ptaki odlatują


I nikt nie pozna nigdy ani się nie dowie,
Co kryją pozłacane liściaste kurhany.
To uroczysko Wrzosy - pogańskie błędowie,
Miejsce, gdzie czas się zgubił w śnie zaczarowanym.


Leicester, 15 listopada 2006 r.

Płanetnik


W oparach dymu, przesłonięty mrokiem,
Oszołomiony czarnych słońc niebytem,
Krzyczałem z wiatrem nad ciemnym obłokiem,
Wietrząc wszechświaty przede mną ukryte.


Ja - wodny demon, pogromca ażdachów,
Odwieczny władca ponad chmur bezmiarem,
Krzyczałem światłem na wszechświata dachu,
Karmiąc się wody błyskotliwym czarem.


Potem zstąpiłem pomiędzy dąbrowy,
W szarości deszczu rzeźbiąc imię swoje.
Wskrzesiłem zapach rzeźwiącej odnowy,
Skłębionej ponad wiejskich chat spokojem.


Mgłę zawiesiłem pomiędzy polami,
Plotąc w niej nici pochmurnego Boga.
Orałem ziemię wodnymi pługami,
Kładłem kałuże na błotnistych drogach,


A kiedy niebo przeciął sztylet słońca
I zniszczył burzę żarliwym żywiołem,
Czekając w ciszy mego dzieła końca,
W ciepłym powietrzu powoli zniknąłem.


16 lipca 2004 r.


Chochoły

Zaklęte w polnej ciszy, sobą omamione
Stoją, niemą modlitwę do Słońca zmawiając.
Wicher otula chłodem dusze ich uśpione,
A one - nieświadome, ale dumne - trwają.

Twarze ich kurz, pędzący z dzikich pól, omiata,
Niosąc im nieuchronną obietnicę nocy.
Stoją - niczym menhiry z pradawnego świata,
Pławiąc się w mgłach wieczornych, tętniąc wolą mocy!

I nie wie nikt, kto spojrzy przypadkiem w ich stronę
Jaka tam wiara płonie w ich bezistnych trzewiach!
Jedynie Słońce czuje te sny nie wyśnione,
Widzi i błogosławi istnienia zarzewia.

A one w uwielbieniu pradawnym, szamańskim,
Zwracają swoje twarze ku gasnącej zorzy
I nie wie nikt, kto spojrzy na ten krąg pogański,
Jaka tam wola życia z nicości się tworzy!

21 grudnia 2010 r.